personalizacja zero waste
Zero Waste

Personalizacja czyli jak kupić wyjątkowość.

Posted on

W dzisiejszych czasach kupić można niemal wszystko – jeżeli jakiegoś produktu nie możesz znaleźć w sklepie, szukasz kogoś, kto wykona to zgodnie z Twoimi wytycznymi i po kłopocie. Moim zdaniem fakt, że nie jesteśmy zdani wyłącznie na łaskę i gust wielkich producentów jest absolutnie fantastyczny, jednak wraz ze wzrostem popularności tego typu usług powstała też gałąź personalizacji, której zaakceptować nie mogę. Dziś będzie mowa o tym, w jaki sposób próbujemy kupić wyjątkowość.

Pamiętam, jak około 2 lata temu moja córka dostała w prezencie od cioci piękny komplet na jesień, składający się z czapki i chustki na szyję, 100% ręczna robota. Niestety, okazało się, że czapka od samego początku była za mała. „No trudno, oddamy komuś, albo poczeka w szafie na następną córę” – pomyślałabym w większości przypadków. Niestety, nie tym razem – na czapce wyhaftowano imię starszej córki, więc dla młodszej czapa się już nie nada. Gdyby napisu nie było, to z czapki mogłoby spokojnie skorzystać jeszcze kilkoro dzieci, bo jakość bardzo dobra, a kolor uniseksowy. Zasłonić ani przerobić napisu się nie da, a imię córki należy do mało popularnych, więc jednym słowem mogę sobie czapkę zatrzymać na pamiątkę lub przerobić ją na szmatki. Ponadto w moim odczuciu umieszczanie na odzieży dziecięcej napisów z imieniem może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa najmłodszych – nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś o niezbyt czystych intencjach wykorzystuje zdobytą w ten sposób informację do złych celów, np. do wzbudzenia zaufania u dziecka („Chodź Zosiu, mama prosiła, żebym Cię zawiózł do domu”). Aż strach pomyśleć, jakie skutki może mieć taki z pozoru niewinny nadruk czy haft.

To samo dotyczy wszelkich prezentów z imieniem, czy to dla dzieci, czy też dla dorosłych. Poduszki, kubki, bluzy i co by to jeszcze nie było – prezent może się obdarowanej osobie najzwyczajniej w świecie nie spodobać, a poprzez umieszczenie na nim informacji o właścicielu, automatycznie odbieramy prezentowi szansę na drugie życie.

Drugi z przypadków, które dotknęły mnie osobiście, dotyczy książki. Autor w całkowicie dobrej wierze zadeklarował, że każda ze sprzedanych książek opatrzona będzie odręczną dedykacją. Później sam przyznał, że nieświadomie dokonał bardzo dobrego (z jego punktu widzenia) posunięcia, ponieważ w ten sposób właściwie wyeliminował swoją książkę z obrotu na rynku wtórnym. Książka jest naprawdę świetna (Wojciech Woźniczka „Negocjuj”) i była bardzo trafionym prezentem, jednak najprawdopodobniej będę chciała się z nią rozstać z najbliższej przyszłości, bo czego miałam się z niej dowiedzieć, już się dowiedziałam. Przypuszczam, że i tak uda mi się ją sprzedać, natomiast grono odbiorców będzie na pewno ograniczone, ponieważ nie każdy chce mieć książkę z dedykacją „dla Kasi”.

Powinniśmy uświadomić sobie, że większość z kupowanych przez nas prezentów zmieni kiedyś właściciela. Każdy z nas jest inny i ma inny gust i najwyższy czas pogodzić się z tym, że każdemu zdarza się kupić komuś nietrafiony prezent. Próby przypisania go na stałe do obdarowywanej osoby poprzez dedykacje, nadruki i hafty raczej nie odniosą skutku, a jedynie sprawią, że przedmiot nie będzie mógł być już wykorzystany przez inną osobę. Jeśli o mnie chodzi, to poczuję się dużo bardziej wyjątkowa dostając naprawdę przemyślany i dopasowany do moich potrzeb prezent, w który ktoś włożył dużo serca. Ach, no i podtrzymuję to, co od dawna powtarzam najbliższym – jeżeli zdarzyło Ci się dostać ode mnie nietrafiony prezent, to z czystym sumieniem możesz go wymienić, oddać lub sprzedać. Niech się jeszcze komuś przyda 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *