bathroom
Higiena

Łazienkowe rewolucje cz.1

Posted on

Słyszysz osiadający kurz i godziny uciekające z zegara? Tak, tak brzmi cisza, która od dobrego miesiąca panuje na blogu. Jednak z mojej strony komputera nie ma czegoś takiego jak cisza, jest natomiast bezustanne wołanie „mamoooo!”. Wybaczcie tak długie milczenie, ale gdy mam do wyboru 5 minut przy komputerze lub czytanie tej samej bajki po raz 54… to zawsze wybieram bajkę 🙂 Chwilowa cisza w eterze nie oznacza jednak, że spoczęliśmy na laurach, wręcz przeciwnie!

Pierwszym i oczywistym celem każdego bezśmieciowca jest kuchnia – to właśnie tam pojawia się najwięcej odpadów, ale jednocześnie są to też odpady, które można wyeliminować najszybciej i nie wymaga to zbyt wielkiego nakładu czasu i sił. W przypadku łazienki, która jest drugim pod względem produkcji śmieci pomieszczeniem w domu, sprawa nie jest już jednak ani tak prosta, ani tak szybka. W tej wojnie potrzebna jest dobra strategia, czas oraz hart ducha, który nie pozwoli nam się poddać przy pierwszych porażkach. Nasza łazienkowa wojna trwa nadal i toczy się na wielu frontach, ale już dziś mogę opowiedzieć Wam o garści sukcesów i rozwiązaniach, które sprawdziły się w naszej łazience.

1. Gąbki

Po pożegnaniu z gąbkami w kuchni przyszedł czas na eksmisję gąbek z łazienki. Ta zmiana była tak prosta, że aż mi wstyd, że nie zrobiliśmy tego wcześniej. Miejsce dziecięcych gąbek kąpielowych zajęły materiałowe myjki-zwierzątka, które nasze dzieci pokochały od pierwszego wejrzenia. Myjki są co prawda poliestrowe (takie dostaliśmy), ale można je prać w pralce i posłużą nam bardzo, bardzo długo.

Ku memu zdziwieniu w naszej łazience znalazła się jeszcze jedna gąbka, której obecności chyba nawet nie byłam do końca świadoma. Był to dość skomplikowany proces myślowy, ale w końcu dotarło do mnie, że gąbka do nakładania makijażu, to też gąbka! Tę gąbkę zastąpiłam palcami – zero waste w wersji 100%.

2. Szampon

Moje włosy są  gęste, ciężkie i niestety bardzo się tłuszczą, co sprawia, że  na co dzień zużywam więcej szamponu niż zwykli śmiertelnicy, ponieważ muszę myć je często i do każdego mycia potrzebuję stosunkowo sporo szamponu. Dodatkowo, miedzy myciami używam jeszcze szamponu suchego, więc widzicie już pewnie oczyma wyobraźni tę górę śmieci.  Z dumą mogę jednak powiedzieć, że udało mi się rozwiązać problem szamponowych opakowań.

Puszki z suchym szamponem nie mają już wstępu do naszego domu, odkąd dowiedziałam się, że identyczne działanie ma… mąka kukurydziana! Efekt lepszy niż po kupnym szamponie, koszt znikomy, 100% eko, czego chcieć wiecej? 🙂 Jedyny minus to to, że mąka podczas nakładania opada na umywalkę, którą każdorazowo muszę przepłukać oraz to, że czuć później pod palcami delikatne drobinki mąki, ale nie przeszkadza mi to zupełnie. Mąka zostaje 🙂

Z szamponem tradycyjnym, czyli mokrym, nie poszło tak łatwo. W pierwszej i niestety przegranej bitwie orężem było mydło do włosów na sznurku z firmy Cztery Szpaki. Skład fantastyczny, opakowanie 100% zero waste, a do tego sznurek, który niesamowicie ułatwia korzystanie z mydła i prezentuje się w łazience o niebo lepiej niż plastikowe butelki. Moje oczekiwania miały jednak dość brutalne zderzyć się z rzeczywistością.  Nie dość, że ze względu na zasadowe pH mydło wymuszało każdorazowe stosowanie płukanki z octu, to moje włosy po myciu pozostawiały wiele do życzenia – nie były ani miłe w dotyku, ani porządnie umyte. Po około 6 myciach musiałam przeprosić się ze swoim starym szamponem i szukać dalej. Kolejnym i tym razem trafionym zamiennikiem był szampon w kostce (nie mylić z mydłem do włosów) Lawenda 3w1 z Kremolandu. Zgodnie z opisem szampon ma 3 funkcje, czyli może być stosowany zamiast żelu pod prysznic, szamponu oraz odżywki. W moim przypadku jest to niestety tylko 2w1, gdyż dodatkowa odżywka jest jednak moim włosom niezbędna. Tak czy siak, jestem wielce szczęśliwa, że udało mi się upiec choć dwie pieczenie na jednym ogniu i na pewno niedługo zamówię kolejną dostawę 🙂 Dodam tylko, że paczka była zapakowana wzorowo, czyli szary papier, papierowa taśma i ani grama plastiku, a po odpakowaniu okazało się, że Lawenda 3w1 także ma sznureczek, dzięki czemu można ją bez problemu powiesić pod prysznicem. Duży plus dla Kremolandu!

Lawenda3w1Źródło: https://www.facebook.com/Kremoland-789439064446330/

 

3. Dezodorant

W przypadku dezodorantu na świetne rozwiązanie trafiłam już przy pierwszej próbie i była to prawdziwa miłość od pierwszego użycia. Powiem więcej – nigdy, absolutnie przenigdy nie wrócę do komercyjnych dezodorantów, bo skuteczność mojego nowego dezodorantu jest oszałamiająca – odkąd go stosuję nie pamiętam jak pachnie mój pot 🙂 Spisał się na medal nawet w sytuacjach stresowych i wysiłkowych! A dezodorant taki można w minutę zrobić samemu w domu. Wystarczy wziąć słoiczek, nasypać do niego 1/4 szklanki sody oczyszczonej, dodać 4-5 łyżek płynnego oleju kokosowego i wymieszać tak, aby uzyskać konsystencję gęstej pasty. I już 🙂 Pastę taką nabiera się potem na palec i wciera w skórę, najlepiej jeszcze przed ubraniem koszulki, żeby dezodorant mógł się spokojnie wchłonąć. Na początku nie do końca wierzyłam w jego skuteczność i po porannej aplikacji nakładałam go jeszcze dodatkowo w ciągu dnia, ale okazało się, że nie ma takiej potrzeby.

Uwaga! Domowy dezodorant nie jest antyperspirantem i nie blokuje wydzielania potu, ale likwiduje jego zapach, co z punktu widzenia fizjonomii ludzkiej jest efektem pożądanym, ponieważ poprzez wydzielanie potu organizm oczyszcza się z toksyn.  Ja jestem zachwycona 🙂

 

4. Szczoteczka do zębów

Z tą zmianą nosiłam się dość długo, ponieważ trudno było mi zrezygnować ze szczoteczki elektrycznej, ale oto jest i ona – bambusowa szczoteczka do zębów. W użyciu jest identyczna jak klasyczna szczoteczka plastikowa, ale jest w pełni kompostowalna. Warto pamiętać, aby nie wkładać do ust suchej szczoteczki, bo wówczas działa ona jak każdy inny kawałek drewna i może podrażnić np. wewnętrzne strony policzków, jednak po namoczeniu szczoteczka jest gładka i przyjemna w dotyku.

Zaletą, o której zupełnie wcześniej nie pomyślałam, jest fakt, że bambusowa szczoteczka fenomenalnie prezentuje się w naszej łazience i wygląda zdecydowanie lepiej od szczoteczek plastikowych. Dzięki tej zmianie zyskałam też sporo czasu i nowy sprzęt AGD – moja szczoteczka elektryczna okazała się fenomenalnym sprzętem do czyszczenia fug 🙂

 

Robi się późno, więc dalszy ciąg naszych łazienkowych zmagań opiszę w kolejnym wpisie. Jeżeli macie jakieś pomysły, pytania lub własne doświadczenia, to koniecznie dajcie znać!

2 thoughts on “Łazienkowe rewolucje cz.1

  1. Fajny tekst, też teraz zamieniam łazienkę na jak najbardziej bezśmieciową. Zastanawia mnie, jak jest z higienicznością szczoteczki bambusowej – czy bakterie nie wnikają w drewno i nie mnożą się na nim, jak szalone?

    1. Przepraszam, że tak późno odpowiadam! Niewiele mam ostatnio okazji, by na spokojnie usiąść przy komputerze.

      Nie jestem niestety ekspertem w dziedzinie drobnoustrojów, ale regularnie wyparzam szczoteczkę i nie wydziela ona żadnych brzydkich zapachów, więc wyciągam z tego wniosek, że wszystko jest w porządku 🙂 Ale jeżeli natrafisz na wiarygodne źródło, które będzie wskazywało na inny stan rzeczy, to podeślij koniecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *