jajka, zero waste, eggs
Zakupy zero waste

Kupujemy jajka czyli kolejna bardzo prosta zmiana.

Posted on

Są chwile, kiedy zrzymam się, że nie mieszkam w Warszawie albo chociaż w Gdańsku. W wielkich miastach życie bezodpadowca jest o wiele prostsze – są tam specjalne sklepy, w których bez problemu wiele produktów można kupić na wagę, do własnych pojemników. Tu, gdzie mieszkam, momentami wcale nie jest to takie proste i trzeba się trochę nagimnastykować, żeby nie dostać kolejnej gratisowej siatki czy innego opakowania. Są jednak zmiany, które są naprawdę proste i przy odrobinie chęci można je bez problemu wprowadzić w życie niezależnie od tego, czy mieszkamy w wielkiej metropolii, czy w prowincjonalnym miesteczku.

To, o czym chcę napisać, pewnie dla dużej części z Was jest zupełnie oczywiste i byc może robicie tak od dawna, za co cześć Wam i chwała 🙂 Niestety, my robiliśmy inaczej. Jajka, które kupowaliśmy, zawsze przychodziły do naszego domu w nowej wytłoczce, a nieraz zdarzało się, że była ona jeszcze dodatkowo opakowana w plastik (!) lub otulona dodatkowym kartonikiem. Po zjedzeniu zawartości następowało rytualne skakanie po wytłoczce, aby nabrała eleganckiego, płaskiego kształtu, który idealnie wpasuje się w miejsce w śmietniku. Plemienne tańce na wytłoczce odeszły już jednak w niepamięć, bo teraz kupujemy mądrze!

Jak kupujemy jajka? Sprawa jest bardzo prosta – ocaliłam dwie ostatnie wytłoczki i zrobiłam dla nich miejsce w szafie, bo od teraz stanowią część mojego stałego ekwipunku i będę z nich korzystać, aż się rozpadną lub przydarzy im się jajeczny wypadek. Gdy kończą się nam jajka, na spacer z dziećmi zabieram swoją wytłoczkę i udaję się na stragan, gdzie bardzo miła pani sprzedaje wiejskie jaja do własnych opakowań. Zabieram ze sobą też gumkę recepturkę lub dwie, poniewaz wiejskie jajka czasami sa większe niż sklepowe i wytłoczka może się delikatnie nie domykać. Tak zapakowane jajka idą ze mną do domu. I już, cała filozofia 🙂

Czasami jednak zdarza się, że zabraknie mi do czegoś jajek, a nie chcę po raz kolejny pożyczać od sąsiadów (mam bardzo miłych sąsiadów, którzy w jakis magiczny sposób zawsze mają jajka) i wtedy mąż biegnie do osiedlowego sklepu. I co wtedy? Przecież nie potrzebujemy dziesięciu wytłoczek. Wtedy pojawia się modne agielskie słowo „upcycling” czyli po prostu ponowne wykorzystanie. Wystarczy znaleźć kogoś, komu się takie wytłoczki przydadzą. My nadmiarowe wytłoczki oddajemy pani, u której kupujemy jajka, a ona z chęcią i uśmiechem je przyjmuje, bo zawsze ma za mało 🙂

Proste? Bardzo. Szkoda, że dojście do tego zajęło mi tyle czasu, ale lepiej późno niż wcale!

 

P.S. W Rumi wytłoczki przyjmuje m.in. pani, która ma swój mały stragan z jajkami, miodem itp. przy ulicy Dąbrowskiego pomiedzy Rossmannem a Zagórską Strugą. Jeśli przyniesiecie jej swoje opakowania, na pewno się ucieszy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *